|
Niektórzy uważali zarazę ogniową za karę bożą za grzechy, ale myśląca część społeczeństwa szukała wyjaśnienia naukowego. Pierwsze, jakie się pojawiło, było wielce osobliwe, ale typowe przecież dla ojczyzny Franklina, wynalazcy piorunochrona. Jest to - mówiono - apopleksja roślinna, powodowana nadmiernym zagęszczeniem fluidu elektrycznego w atmosferze. W ślad za tym poszedł i pierwszy sposób zapobiegania chorobie. Należało w koronie drzewa powiesić sporo różnych przedmiotów żelaznych, które zbierają, ściągają nadwyżkę fluidu z atmosfery. Niewiele one pomagały, ale to znowu teorii nie przeczyło. Uważano, że widocznie za mało ich pozawieszano na gruszy, a nikt ich nie wieszał zbyt dużo, aby drzewa się nie połamały. Dopiero w końcu XIX w. Erwin Smith udowodnił, że powodem choroby jest bakteria. Teraz dopiero można było szukać bardziej realnych środków do walki z nią wśród preparatów bakteriobójczych.
Zaraza ogniowa do czasu pierwszej wojny światowej ograniczała się do Ameryki. W 1919 pojawiła się w Nowej Zelandii, a w 1958 w Europie, w Anglii. Nie zdołano jej w Anglii zlikwidować i zadomowiła się tam na stałe. Doszła też do Egiptu. Na kontynencie europejskim pojawiła się w 1966 w Holandii i w Polsce, a w 1968 w Danii, ale we wszystkich tych przypadkach została wyniszczona.
|